Wyprawa do Polany Białej Wody

Wyprawa do Doliny Białej Wody

Wyprawa do Polany Białej Wody

Polana Białej Wody, Dolina Białej Wody, Gubałówka 03. 08. 2018r.

Zgodnie z obietnicą z lutego 2018 r. wróciliśmy do Polany Białej Wody. Tym razem śnieg nam nie przeszkodził. Czy Warto było? sami zobaczcie

Wyjechaliśmy z Krakowa o godzinie 3:30. Parking na Łysej Polanie po Słowackiej stronie dla kulawych z kartą unijną jest darmowy; niestety brakuje dostosowanej toalety.
Na miejsce dotarliśmy około 5:20. Dlaczego tak wcześnie? Żeby uniknąć upałów i tłumów. Osoby z tetraplegią nie pocą się, prędzej grozi im ryzykowne przegrzanie . Na razie jest bajecznie chłodno – 14 stopni, więc nic nam nie grozi. Ale już po pierwszym kilometrze jest nam ciepło. Od samego początku towarzyszy nam przepiękny potok. Szlak zaskakuje nas od samego początku – tym razem szlabanem przy wejściu. Nigdy nie widzieliśmy takiego rozwiązania po polskiej stronie. Niestety szlak ma nawierzchnię żwirowo-asfaltowo-kamienistą, ale jakoś udaje nam się powoli posuwać do przodu. Jeżeli na co dzień jesteś w miarę samodzielny/a – na pewno dasz radę. Osoby słabsze zdecydowanie powinny wybrać się z towarzyszem Szlak jest przyrodniczo przepiękny, a w porze, kiedy go pokonywaliśmy, prawie nie było na nim ludzi Niesłychana cisza, szum potoku zadziwia nas i cieszy z każdym przebytym kilometrem. Każdej napotkanej osobie mówimy „dzień dobry” lub „hej”, przy okazji ucząc tego zwyczaju moją siostrzenice. Tak!!! Kulawy też może zabrać w Tatry dziecko i choć trochę zbliżyć do przyrody Mało tego, kulawy tym razem zabrał na szlak babcię Łamiemy stereotypy, mimo tego, że nie potrafimy wejść po schodach czy wymienić firanek to możemy być inni (albo podobni) niż inni.

Tym razem mamy cel, żeby dotrzeć do polany – zimą zaliczyliśmy na tym polu porażkę Idziemy tempem żółwia, pstrykając po drodze zdjęcia. Jest magicznie Około 7 rano docieramy do Polany Białej Wody, słońce zaczyna właśnie okalać nas swoim ciepłem, rzucając światło na szczyty gór i Polanę. Czy to koniec? Nie !!! Idziemy dalej spotykając przewodnika słowackiego z grupką nastolatków. Na Grzebień- nie z uśmiechem. Pytamy, jak długo idą – pada odpowiedź, że od około szóstej rano. Przewodnik mówi nam, że młodzi nie chcą wstawać tak wcześnie, a my na to, że młodość rządzi się takimi prawami. Idziemy dalej z uśmiechem w nieznane. Dotarliśmy wprawdzie do Polany, ale ciekawi nas, co dalej. Wszelkie wzmianki w internecie dla kulawych mówią tylko o Polanie… I właśnie to „nieznane” z czasem staje się jak wygrana w totka Przyroda znacznie się zmienia, jest co podziwiać. Sama ciekawość i determinacja, żeby iść dalej była wygraną. Musimy przyznać, że po wejściu w las dopiero zaczyna się walka. Przebyliśmy trzy mostki, czwarty okazuje się – że nie istnieje – jest aktualnie w naprawie. Od pewnego momentu dalsza droga przeistacza się w walkę o każdy kolejny metr kończy przyznaniem się, że dalej nie damy rady. Mamy nadzieję, że już niebawem wrócimy tu handbikem sprawdzić na własnej skórze, jak daleko uda się przejść.
Czy powrót był tak samo bajeczny jak droga do celu? Nie!!! Zdarłem rękawiczki, a szlak żwirowo-kamienisty komplikował zjazd. Natomiast było znacznie łatwiej niż na zjeździe początkowym spod kolejki na Kasprowy Wierch – ale to już temat na innego posta.
Całość trasy zajęła nam około 6 h – przebyliśmy łącznie około 16 km.
Jak wspomnieliśmy – brakuje dostosowanego WC, za to parking dla kulawych jest darmowy.

W drodze powrotnej udaliśmy się na Gubałówkę, zahaczając o skocznię narciarską.
Pod skocznią – dramat, istny odpust, aż przykro opisywać Ostatni raz tam byłem około 25 lat temu i wtedy było przyzwoicie, w prawdziwym góralskim stylu. Dziś jest 10x gorzej (więcej ludzi) niż na Floriańskiej w Krakowie. Jedziemy więc na Gubałówkę. W pobliżu nie ma parkingu dla kulawych, są za to parkingi prywatne – ceny od 3 zł/h do 20 zł/cały dzień. Przy dolnej stacji kolejki znajduje się dostosowane WC – podobnie jest na górze. Niestety podczas wsiadania do kolejki jest różnica poziomów i pochyłości. Osoba o słabych umiejętnościach poruszania się w balansie może mieć problem. Podczas powrotu na dół należy poinformować obsługę aby nam otworzyła wyjście które taje się wejściem dla nas.
Wyjechaliśmy na górę i nie wiedzieliśmy, czy uciekać czy zanurzyć się w klimat odpustowy. Dla nas to miejsce traci wiele w stosunku do tego, co pamiętamy sprzed lat. Szczerze? Szkoda czasu i funduszy na wjazd na górę, mimo przysługujących nam ulgowych biletów.
Jedyny pozytyw który nas zaskoczył to ceny jedzenia z grilla Porcje są naprawdę przyzwoite, smaczne i stosunkowo duże. Minusem jest brak możliwości płacenia kartą płatniczą.

Udostępnij wpis