Wyprawa do Doliny Strążyskiej zimą

Wyprawa do Doliny Strążyskiej zimą

Kulawa stopa pokonana. Dolina Strążyska. 13. 03. 2018 r.

Po piątkowym dotarciu do Doliny Chochołowskiej mój apetyt mocno wzrósł. Zima powoli się kończy. Mimo plusowej temperatury jadę we wtorek sprawdzić kolejną dolinę. Pełen optymizmu, entuzjazmu pędzę do Doliny Strążyskiej która tym razem ma około 2100 m i przewyższenia tylko około 150 metrów. Schemat ten sam, co zwykle: parkuję na parkingu, który kosztuje 10 zł, wstęp do Doliny to kolejne 2,50 zł. Wysiadam z auta i już mam złe przeczucie, że może się nie udać – gołym okiem widać spore roztopy. Nie przejmuję się tym jednak – ruszam pod górę. Jak opętany robię zdjęcia, wsłuchując się w szum potoku. Jest magicznie i relaksująco z jednym małym problemem – każdym pokonanym metrem rośnie we mnie przeczucie, że nie dotrę do celu. Przeczucie mnie nie myli – brakło mi 400 metrów, aby pokonać wzniesienie i błoto śniegowe. Zostaję zmuszony do zawrócenia. Smutny schodzę na dół, myśląc sobie, że w końcu musiałem dostać porządnego kopa od przyrody. Na parkingu pod „Cafe Roma” przesiadam się na wózek, pakuję auto i pocieszam się gorącą czekoladą i naleśnikiem z owocami. Zwykle nie jadam takich rzeczy, jestem raczej mięsny – tym razem potrzebowałem jednak słodkości. Zajadam pysznego naleśnika, w mojej głowie rodzi się plan odwetowy: poczekam tydzień na mrozy i opady śniegu (hmm, mrozu i śniegu domaga się kulawy? Nigdy nie sądziłem że zatęsknię za taką aurą .

23 marca 2018r. wracam do Strążyskiej raz jeszcze. Znów pędzę pod górę, podziwiając dolinę i spoglądając równocześnie na Giewont. Tym razem po pierwszym metrach już wiem, że się uda. Warunki okazują się zdecydowanie lepsze niż tydzień temu. Po 40 minutach docieram do Polany Strążyskiej. Raduję się podwójnie. Jak dla mnie to póki co najpiękniejsza i najbardziej magiczna dolina, w jakiej miałem okazję być tej zimy. Piękne widoki, stosunkowo mało turystów, cudna pogoda – wszystko dopisało! To jednak nie koniec adrenaliny – trzeba jeszcze bezpiecznie zjechać na dół. Na dole ponownie goszczę w „Cafe Roma” która również tym razem okazuje się zacną miejscówką – inną niż można było się spodziewać po turystycznym Zakopanem. Miejsce jest klimatyczne, z delikatną muzyką, sączącą się w tle…ech, aż chce zdrzemnąć pod kocykiem… No i te naleśniki – przepyszne!

→Jeśli chodzi o infrastrukturę – na początku szlaku jest Toitoi dla kulawych, zaś na polanie znajduję sie herbaciarnia (niestety tym razem była zamknięta – może dlatego, że poza sezonem).
Trudność szlaku zimą oceniłbym na 10 ze względu na brak możliwości przejechania Doliny wózkiem, a jedynie przy użyciu handbike’a z kolcami. Natomiast porównując trudność szlaku do Morskiego Oka i Doliny Chochołowskiej – daję 6.

Udostępnij wpis